aaa4
Dołączył: 27 Lip 2017
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 13:11, 01 Sie 2017 Temat postu: dzieci |
|
|
domu. Skladalo sie z malenkiej lazienki, kuchni i dwoch pokoi. Polozone na parterze bylo nieco ciemne, a lozka okropnie skrzypialy, ale Meggie mimo to dobrze spala, w kazdym razie lepiej niz na splesnialej slomie u Capricorna albo w rozwalajacej sie chacie na wzgorzu. Mo nie mogl spac. Pierwszej nocy Meggie trzykrotnie sie budzila, bo w sasiedztwie wrzeszczaly walczace ze soba koty, i za kazdym razem widziala, ze Mo lezy z otwartymi oczami, rekoma skrzyzowanymi pod glowa i wzrokiem utkwionym w ciemnym oknie.
Nazajutrz wstal bardzo wczesnie i w malym sklepiku na koncu uliczki kupil wszystko na sniadanie. Buleczki byly jeszcze cieple, a kiedy ojciec zabral ja do najblizszego miasteczka, by kupic niezbedne narzedzia i materialy - pedzle, noze, plotno, tekture, Meggie naprawde odnosila wrazenie, ze jest na waka-266 A
cjach, zwlaszcza po zjedzeniu ogromnych lodow w kawiarence nad morzem. Wciaz jeszcze miala ich smak w ustach, gdy pukali do drzwi Fenoglia. On i Mo wypili jeszcze po filizance kawy w pomalowanej na zielono kuchni, a nastepnie pisarz zaprowadzil ich na poddasze, gdzie przechowywal ksiazki.
-Nie, to chyba zart! - rozzloscil sie Mo, gdy zatrzymali sie przed regalami. - Powinno ci sie je wszystkie natychmiast odebrac! Kiedy ostatni raz tu zagladales? Kurz mozna z nich zbierac szpachla.
-Musialem je tu przeniesc - bronil sie Fenoglio, a wsrod zmarszczek na jego twarzy odmalowalo sie poczucie winy. - Na dole zrobilo sie za ciasno, a poza tym moje wnuki ciagle ich dotykaly.
-Na pewno nie wyrzadzilyby im wiekszej szkody niz wilgoc i kurz - odparowal Mo z taka zloscia, ze Fenoglio bez slowa uciekl na dol.
-Biedne dziecko, czy twoj ojciec zawsze jest taki [link widoczny dla zalogowanych]
surowy? - spytal Meggie schodzaca za nim po stromych schodach.
-Tylko jesli chodzi o ksiazki - odparla.
Fenoglio zniknal w swoim gabinecie, zanim zdazyla go o cokolwiek zapytac. Paula byla w szkole, a malcy w przedszkolu, Meggie wyciagnela wiec ksiazki, ktore jej podarowala Elinor, i usiadla na schodach prowadzacych do ogrodka. Dzikie roze rosly w nim tak gesto, ze wystarczylo zrobic krok, a oplataly nogi kolczastymi pedami. Za to z samego szczytu schodow widac bylo morze - bardzo daleko, a jednoczesnie calkiem blisko.
Meggie znow otworzyla ksiazke z wierszami. Musiala zmruzyc oczy, gdyz oslepiajaco jasne slonce swiecilo jej prosto w twarz. Zanim zaczela czytac, obejrzala sie, czy Mo przypadkiem nie schodzi na dol. Nie chciala, zeby ja przylapal na tym, co miala zamiar zrobic. Wstydzila sie sama przed soba, ale pokusa byla zbyt silna. 267
Kiedy sie upewnila, ze nikt nie nadchodzi, nabrala powietrza w pluca, odchrzaknela i zaczela. Dokladnie formowala wargami kazde slowo, tak jak to widziala u Mo, pieszczotliwie, jakby kazda litera byla nutka i wymowiona bez odpowiedniego uczucia powodowala dysonans w calej melodii. Wkrotce jednak zauwazyla, ze kiedy skupiala sie tylko na poszczegolnych slowach, gubila melodie zdania, a obrazy znikaly, gdy zwracala uwage na brzmienie zamiast na sens. Jakie to bylo trudne! A slonce dzialalo tak usypiajaco, ze w koncu zamknela ksiazke i uniosla twarz ku jego cieplym promieniom. Przeciez to i tak jest glupie, strasznie glupie...
Poznym popoludniem wrocili Pippo, Paulinka i Rico i Meg-gie walesala sie z nimi po okolicy. Zrobili zakupy w sklepiku, gdzie Mo byl rano po buleczki, siedzieli na murku na skraju wioski, obserwowali mrowki wlokace po spekanych kamieniach igly pinii i ziarna [link widoczny dla zalogowanych]
owocow i liczyli statki daleko na morzu.
Jeszcze jeden dzien minal jej w ten sposob. Co jakis czas zastanawiala sie, co tez moze porabiac Smolipaluch i czy Farid wciaz jeszcze jest z nim, co slychac u Elinor i czy dziwi sie, dlaczego nie przyjezdzaja.
Na zadne z tych pytan nie bylo odpowiedzi. Meggie nie dowiedziala sie rowniez,
Post został pochwalony 0 razy
|
|